Kiedy ktoś na kogo liczysz - a liczysz na niego jak na nikogo innego, całym swoim złamanym sercem, rozbitym na miliony drobniutkich kawałków - zupełnie Cię olewa, raz po raz?
Co czujesz kiedy kolejna osoba, o której myślałaś, że jest inna, że On lub Ona na sto procent Cię nie skrzywdzi i absolutnie Cię nie zawiedzie, wybiera coś innego niż Ty?
Może za dużo wymagam. Może oczekuję gruszek na wierzbie, może myślę sobie Bóg wie co, ale sądzę, że wystarczająco dużo osób ode mnie odeszło, żebym miała wątpliwości za każdym razem gdy ktoś daje mi do tego powód.
Dostałam po tyłku nie raz. Większość moich przyjaźni skończyła się katastrofą, nie wspomnę już o związkach. Trudno mi zaufać, trudno mi uwierzyć, gdy ktoś zapewnia mnie, że jest dla mnie. Boję się, że palnę głupotę, że nie wystarczę, że znowu spadnę na dno z wielkim łoskotem.
Dlaczego nie mogę liczyć na chociaż jedną znajomość, której nie będę musiała poddawać pod wątpliwość? Dlaczego zawsze coś musi być nie tak?